czwartek, 5 marca 2015

Nie zapierniczając jak Messerschmitt.

      Zupełnym przypadkiem zdemaskowałam tern ukryty za drzewami i chaszczami, który okazał się małym rezerwacikiem przyrody. Dostęp do niego jest ograniczony, można się co najwyżej pogapić. 
      W sam raz dla osoby, która chce ciszy i świętego spokoju, bo tam za tymi okienkami, czaił się taki wielki, niebieski ptak, który też miał nadzieję na znalezienie tutaj ciszy i świętego spokoju. A oni (ludzie) wybudowali mu obok autostradę. Chamy i decydenty!
      Oboje doszliśmy do wniosku, że to nie najgorsze miejsce, by czasem spojrzeć na to samo, ale z innej perspektywy.

Zdjęcie przedstawia teren przed regulacją Renu.
      Gdyby tego Renu nie brali w cugle, to by było bardzo ładnie. Ale również byłby wielki bałagan i powodzie, więc może Polacy też powinni się tego nauczyć? Ileż nieszczęść mniej, ileż by można katastrof uniknąć...
      A że tak ładnie i tak naturalnie, to potem patrząc na eleganckie, równiutkie koryto, trochę żal. Ale kaczkom i łabędziom to wcale nie przeszkadza, a to najważniejsze. Jest woda? Jest. Płynie? Płynie, a że trochę ją wyprostowało, to już inna sprawa.
      A tu macie, jak jeszcze krzywa była i porozlewana. Taki fragmencik:





      I pojechałam dalej. Bo to była wycieczka rowerowa, a właściwie powrót z pracy inną drogą. Wciąż próbuję odgadnąć co ze mną jest nie tak, gdyż mapy pokazują mi trasę, którą powinnam pokonać w maksymalnie 40 minut (wpisałam dokładnie ulice, nie tylko same miejscowości). Zaś jadąc tą trasą... przepraszam, bo skłamałam - zapierniczając tą trasą jak Messerschmitt, że już z wiatrem w zawody staję, wciąż dojeżdżam do celu w 50 minut i nie chce wyjść mniej.
      Doznałam oświecenia gdy wyprzedził mnie pewien pan w stroju aerodynamicznym na kolarce.

      Akurat w tę stronę jeżdżę zazwyczaj rekreacyjnie i zwiedzam, dlatego prędkość pozwoliła mi dostrzec to:


      Podobno jazda na rowerze pozwala odreagować stres i spala kalorie. Myślę, że jeżeli coś się robi codziennie, przestaje to specjalnie oddziaływać na organizm i duszę, jedynie na pewno na hart ciała i waleczność poprzez niezależność. Bo autobus to nigdy nie pojedzie inaczej. A zdjęcia przez szybę... no dziwnie by to wyglądało, gdybym nagle wysiadła na przystanku, by umyć szybę z zewnątrz.

      A później znów była okazja do tępego gapienia się jak sroka w gnat, tudzież człowiek w czaplę. Rozłożyłam się w poprzek drogi z aparatem, mało by mnie baba na rowerze rozjechała. O daj Boże zrozumieć dialekt szwajcarski...
      Konsensus był taki - ja miałam dalej leżeć, a pani sobie objedzie, no przecież jest miejsce, po co się zaraz szarpać. - ale że kiepski ze mnie lektor, potraktujmy to z przymrużeniem...







Ale czas płynie dalej,
a w pamięci jak w skale
uwieczniona historia
w rycie doskonałym.

2 komentarze:

  1. Wiosna w Alpach!!! Coś mi się wydaje, że Twoje rowerowe powroty do domu, będą coraz dłuższe ;)

    Aaaaaale wielki księżyc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żebyś wiedziała, że coraz dłuższe... Z 50 min. do domu, na tej właśnie wycieczce, zrobiły się prawie dwie godziny XD

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.