sobota, 21 lutego 2015

Wiosna ciepłem mózgi rozleniwia.

      Wydawałoby się, że wiosny próżno szukać w lutym, ale ja na własne oczy widziałam pierwsze kwiaty. Znając polskie warunki pogodowe na chwilę obecną, wiem, że brzmi to niedorzecznie i potrzebne będzie uzasadnienie. Dlatego tuż po pracy wybrałam się na krótki spacer, atoli w mojej okolicy panuje zdeklarowana co najmniej do marca zima. Aczkolwiek między jednym oszronionym krzaczkiem, a drugim, w snopie słonecznego światła kaj ten krzew gorejący, stał on - pełen pączków i nadziei krzaczuszek.
      Mimo iż za ciepłem i słońcem nie jest mi wcale tęskno, to zmiana w pejzażu nie zaszkodzi. Słońce praży cały czas, czułam jak opieka mi policzek, a przecież tłumaczyłam mu, że szlachta ma jasną karnację! Może powinnam wyemigrować na planetę położoną na dalszej orbicie?
      Potrzeba wiosny wyłoniła się we mnie, gdyż potrzeba/prekursor jest na przejrzyste powietrze o piątej rano i nieco wcześniejszy poranek, który byłby zaistniał, lecz zasłaniają go rozrośnięte na cały horyzont efekciarskie góry.
      Na rowerze jadę (do pracy) raczej intuicyjnie i na nic 2 lampki, których światło, a również ja wraz z odgłosem trzeszczącego łańcucha, giniemy w głuchym szepcie nocy. I moje myśli rozproszone. Tutejsze mroki potrafią być jak czarna dziura. Pochłaniają wszystko. Dźwięki, zapachy i kształty. Nie ma echa. Niemal jak za obietnic kandydującego onegdaj Kononowicza, który obiecywał, że nie będzie niczego. Alpy o piątej rano niczego nie obiecują. Tutaj zaprawdę powiadam Wam - nie ma niczego.



      Nie nauczyłam Portugalczyka wymawiać mojego nazwiska. Nauczycielka porozsadzała nas w obco-narodowościowe pary, w których nie było mowy na posługiwanie się żadnym wspólnym. Tak też Polaka usadziła z Turczynką, mnie z w/w, Włocha z Arabką itd., etc. I w sumie słusznie, bo został nam tylko ten pioruński Niemiecki.
      Obostrzenie w znajomości słów stanowiło niepojętną ciasnotę mózgu. Ale z zadania wywiązaliśmy się wzorowo. Stworzyliśmy na kartce papieru dialog, w którym trudność mojego polskiego nazwiska, przydała się i wywołała ciekawy element radości na sali.
   ja: Guten Abend, ....[tu się przedstawiam]
   on: Entschuldigung... wie heißen Sie?
   ja: [powstarzam nzwisko]
   on: Guten Abend ... [dalej próbuje wymówić moje nazwisko]

      W ogólnie panującym rozbawieniu, pomyślałam sobie, że będzie na dobitkę ciekawie, gdy przyjdzie czas na opowiedzenie, skąd kto jest. Łódź to też ciekawe słowo. XD

       5 godzin później znalazłam następne kwiatki!



1 komentarz:

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.