środa, 11 lutego 2015

Sowa sowie, kawa kawoszowi, a poecie wiersz.

      W ciemną noc w gęstym lesie siedzą dwie sowy na gałęzi. Cisza jak makiem zasiał, siedzą tak i siedzą i nagle jedna się odzywa:
- huuuu huuuuuuuuuuuuuuu!! 
A druga na to:
- k***a ale mnie przestraszyłaś!

      Co jakiś czas z moimi rodzicami wysyłamy sobie coś interesującego. W Potterze wysyłało się listy sową, tutaj wysyłamy człowiekiem...
      Motywy przesyłek bywają różne, rzadko jednak przypadkowe, zwykle ściśle przemyślane, aż do tej pory.
      Zupełny przypadek i klęska własnej intuicji. Zdolna jestem do kupowania książek - jeszcze nigdy nie nabyłam chłamu - ale eksperymentalnie, rzadko trafiam w kawę godną moich kubków smakowych. Otworzyłam ją:


      ... i rozpoznałam ten aromat, ten delikatny kwasek w tle bukietu... tak smakuje ukochana kawa mojego ojca. Zatem dostanie całe kilo, a ja dziś mam misję - kolejny raz spróbować kupić sobie zadowalającą kawę. No ciekawe co to będzie...

      Słońce rozgrzało nam zimę do zerowej temperatury, Ren się zagotował z wrażenia, a góry są ze srebra. A obiecali mi góry ze złoto... okłamali mnie!
      Poważnie mówiąc, ten lazur wody bardzo pozytywnie na mnie oddziałuje. Lubię na niego patrzeć, dotykać go opuszkami duszy... Szkoda, że nie na wszystkich zdjęciach go widać. Intensywny błękit nieba odbijał się na powierzchni rzeki.



      Tu trochę widać, z bliska czystość górskiej wody jest jak lekarstwo na cały dzień.


      Fragment ścieżki edukacyjnej, tym razem dowiedziałam się, które robale robią jakie dziury:





      W listopadzie napisałam wiersz, który okazał się proroczym. Generalnie to nie pierwszy twór, który wieszczbą jest niesłychanie szczegółową, w zeszłym roku wieszczyłam jeszcze na wiosnę. Wszak jam ci wiedźma jest. O_O

Ciszą myśl uchwycona, prosto w dłonie czasu wpadłszy,
dusza naturą omamiona, w przyszłość dalej patrzy.
A na krańcu tego czekania: odpowiedzi,
widniejące na dróg rozstajach, ich życiowe zamieci,
w pamięci jako furie i zawirowania,
z nadzieją, iż upłynie wreszcie passa rozczarowania.
A wtedy gdzieś poza snem i poza czasem,
gdzieś poznając nowe obrazy,
przyjdzie taki moment gdy powiem, że stary zamęt
przerodził się w tęczę, przerodził się w wiosnę,
i zniknęły budzące grozę, dawne koszmary.

1 komentarz:

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.