wtorek, 3 lutego 2015

Krwawy spacer i seans filmowy. A "ryba kupa" naprawdę istnieje!

      Dziś dzień w pełni słoneczny, promienie tańczą na ośnieżonych górach, widokach jest tak pełen słodyczy, że nic tylko wjechać rowerem w latarnię z wrażenia.
      Około 11 km przespacerowaliśmy w ok. 4 godziny, brnąc znaczną część drogi w grząskim śniegu. Niby zima, a zgrzaliśmy się jak w ukrop wenezuelski. Przyjaciółka nadała mi, że tam obecnie słońce nawet diabła spaliło na węgielek, a z nieba padają legwany. W takich warunkach na pewno nie otwierałabym parasola, chyba że niosłabym go w drugą stronę. Kocham gady!
      Na naszym spacerze z nieba sypał śnieg, który gadzi opad wykluczał, ale latały wielkie drapieżniki, a na ścieżce leżał trup gryzonia wielkości kota, z długim włochatym ogonem i rozszarpaną szyją. I nie był to zając, bo ogon, a nie uszy były długie. Ktoś ma jakiś pomysł, co to mogło być? Gdy wpisuję w wyszukiwarkę "gryzoń Szwajcaria", wyświetla mi się region na mapie: Gryzonia. -_- Gdy odeszliśmy paręnaście metrów, wielki ptak usiadł na padlinie. Niestety mój aparat nie umie wyostrzyć zoom'u.



      Wieczór spędzony na poziomie intelektualnym wiadra planktonu. Zaczęliśmy od filmu "Noc oczyszczenia: Anarchia".
      "...w niedalekiej przyszłości, raz do roku, na dwanaście godzin Stany Zjednoczone zapominają o istnieniu kodeksu karnego. Obywatele mogą szlachtować się do woli bez obaw, że przywitają nowy dzień w kajdankach. Kneblem w ustach pacyfistów i etyków są statystyki: bezrobocie to pieśń przeszłości, gospodarka kwitnie, a przestępczość mieści się w granicach błędu statystycznego. Amerykański sen wreszcie się spełnił." - recenzja z internetu.
      I co się dziwić, że młodzież wychodzi z kina i później nęka biedniejszych? Że są szykany dzieci gorzej ubranych, że pastwią się nad tymi, którzy nie mają laptopa w domu? To kolejny film, który ukazuje, że biedę należy tępić, a zamożni bawią się ich kosztem.
      Następnym filmem była druga część "Żółwika Sammy". To a propos mojej miłości do gadów. Odkryłam, że "ryba kupa" naprawdę istnieje. W bajce grała kluczową rolę. A tak wygląda w rzeczywistości:


      W dalszym ciągu wieczoru - powtórzę raz jeszcze, kocham gady! - obejrzeliśmy "Wojownicze Żółwie Ninja" z 2014 roku. Zmutowane żółwie walczyły z Klanem Stopy. Trzymające w napięciu, w połowie seansu zasnęłam, obudziłam się na napisy końcowe.
      Kończąc tym łuskowatym aspektem, zapraszam do obejrzenia pozostałych kilku zdjęć z naszego wytwornego spaceru:







10 komentarzy:

  1. myślę, że tym rozszarpanym zwierzem mogła być kuna leśna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuna jest gryzoniem? O_o' Od kiedy?
      Mnie to przypominało świstaka. Występuje także w Alpach, więc jest możliwe, że to właśnie on stał się obiadem.

      Usuń
  2. Nie przepadam za gadami. Nigdy nie przepadałam. Ale za to śnieg lubię? Liczy się? Jak Ci się życie tam układa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam kiedyś żółwia stepowego, zdechł po ośmiu latach, kot go zabił. Teraz nie lubię kotów.
      Lubienie śniegu liczy się :)
      Życie powolutku, układanie wszystkiego od nowa nie przychodzi nigdy łatwo, ale trzeba do przodu.

      Usuń
    2. Największy krok uczyniłaś. Masz większe mentalne jaja niż ja. Doceń. Rzadko to bywa.

      Usuń
    3. Sama bym nigdy tego kroku nie zrobiła, wiesz przecież...

      Usuń
  3. Wpadłam na chwilę i zostaję:)
    Fajnie tu u Ciebie:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się i zapraszam częściej. Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Rybka wygląda... hmm (bieduszka jedna) intrygująco ;)!!!
    Pięknie tam u Ciebie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest tak dziwaczna, że aż prześliczna XD

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.