niedziela, 8 lutego 2015

Historia klepania się po mordach oraz mój korzeń.

      A co powiecie na trochę historii? Zainteresowana tą ziemią - niekoniecznie z wyboru - postanowiłam poszukać dawnych cywilizacji. Kawałka prehistorii już posmakowałam, można by rzec, osobiście. A co było dalej?
      Nie doczytałam jakich dokładnie czasów sięgają początki osadnictwa. Byli Helweci na zachodzie i Retowie na wschodzie. Płynęła w nich krew Etrusków. To Rzymianie za Juliusza Cezara w I w. p.n.e wzięli te rejony w cugle i nazwali Helvetia (Helwecja).
      W IV w. n.e prali się między sobą namiętnie: najazdy Germanów na Imperium Zachodniorzymskie oraz Burgundów i Alemanów na Helwecję. V w. n.e. to już czasy wczesnego średniowiecza. A wtedy Frankowie zrobili miazgę z Alemanów, ale byli nienasyceni i sklepali michę Burgundom. Ciemiężyciele byli naszymi milusińskimi - Chrześcijanami. Pamiętacie jak opowiadałam o miasteczku, po którym widać wyraźnie, że było uciśnione przez kapłanów, a religia jawiła się tam podejrzanie przerażającymi symbolami? (TUTAJ) Rekrutowali nowych - strachem.

Kościoły wszędzie górują nad miastami. Widać je zewsząd.
      Imperium frankońskie posypało się w IX w., wówczas większość ziemi stała się częścią księstwa Alemanii lub Szwabii. Południowo-zachodnią część skomasowali w transjurajskie (o jakże piękne słowo...) królestwo Burgundii. W dalszej przyszłości, Rzymianie nadal nie mogli tego znieść i w roku 1033 Cesarz Konrad II przedłużył sobie... o część burgundzką. I tym oto sposobem, Szwajcaria stała się częścią jego Cesarstwa, a do tego sama podzieliła się na liczne małe księstwa, które były prekursorem dzisiejszych kantonów.
      W latach XV w. szwajcarscy górale stali się już na tyle silni, że wszelkie kolejne próby położenia łapy na ich już rodzinnym lennie, zostały porzucone, tak więc górale sprzątnęli okazję sprzed nosa m.in. Habsburgom. I mamy początek dzisiejszej konfederacji szwajcarskiej, kraju niezależnego ale i również neutralnego, który nie lubi się prać, ale wojska mają tu takie, że strategowie niektórych państw ślinią się z zazdrości. Sieć bunkrów poprzecinała tutejsze góry, domostwa są budowane na schronach, i choćby cały świat miał się zawalić, Szwajcarzy przetrwają. Tu ich nawet trzęsienie ziemi nie weźmie. Zdaje się, że wgryźli się w tę ziemię na wieczność.


      Zaś moja historia była zaskoczeniem dla mnie samej, gdy w minione święta Bożego Narodzenia, senior naszego rodu przy stole rodzinnym oświadczył, iż pamięta taką historię, jak to nasz krewny, w czasie II Wojny Światowej uciekł do bezpiecznego w/w neutralnego państwa, i tak poznał Szwajcarkę, z którą ożenił się i po Wojnie wrócił do Polski. Z tego były dzieci, a potem dzieci dzieci i okazuje się rzecz niespodziewana, bo w jakimś stopniu, choć niewielkim i niewiele wnoszącym w moje życie... no... właściwie nic niewnoszącym w moje życie stopniu, można powiedzieć, że wróciłam do korzeni. Korzenia w zasadzie. Szkoda, że człowiek nie rodzi się z językami obcymi swych zagranicznych krewnych.

2 komentarze:

  1. Haha... tak podana historia spodobałaby się dzieciakom ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że to powinno być wykładane w szkołach? Hexe nauczycielką... Brzmi dumnie XD

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.