środa, 4 lutego 2015

Gdy wiedźma nad kotłem stała.

      A w moim kotle bulgocze wywar. W tonacji kruczych odgłosów, pod ołowianym niebem, w ciszy czterech ścian, wielce skutecznie uprawiam swą magię... badając i weryfikując przy tym endemiczne produkty, czyli - prestidigitatorstwo kulinarne.
      Nieodpartą siłą jaką bywa głód, po kolejnym obiecującym treningu ciała, czas przyszedł na rozpieszczenie go i regenerację, aby wszystkie siły (te magiczne też) dostały właściwą pożywkę. Sztukę gotowania fit od dawna mam w małym paluszku, jednakże trudno jest zdobyć niektóre potrzebne unikatowe, jak się okazało, mecyje. W tejże miejscowości nie ma brązowego ryżu. Znalazłam za to pewien zamiennik.
      Warzy się owe wiktuały 50 minut. Dacie wiarę? Taką żem sobie perełkę znalazła! I do tego kotlety. Zamrażarka zawiera wprawdzie nadmiar kurczaka wędzonego, ale... Zwykłe, najprostsze, kochane kotleciki... To może jednak jeszcze potrzymam rumiane ścierwo nieco dłużej w lodówce.
      By mnie - natchnionej - dać satysfakcję, wymyślę na tę potrzebę sałatkę z pomidorów suszonych. Będzie w niej brakowało prażonego słonecznika, bo nie mam sobie co uprażyć, choć regał w sklepie z suszem i pestkami wygląda cudownie, słonecznika brak. Ale cieszą inne towary, które składają się w stu procentach z natury. W Szwajcarii nie trują ludzi. Ot co.


      Kolorowe kuleczki zostały zabarwione peperoni, czarnym bzem, czarną marchwią, pokrzywą, szpinakiem i kurkumą. Kółeczka podałam z ciepłym mlekiem, w którym roztopiłam 2 kostki (na 2 porcje) czekolady z bakaliami, wkroiłam kiwi, banan, dodałam migdały, wszystko wzbogaciłam niewielką ilością miodu gryczanego - to mój ulubiony.
      Śniadanie ma prawo być słodkie i powinno być kaloryczne. Liczy się właściwy bilans. I trening oczywiście.
      50 minut później:
   Ryż po ugotowaniu wygląda jak zwyczajny brązowy, który wg polskich receptur gotuje się pół godziny. Ale ten ma dopiskę "bio", więc uznam go za naturalniejszy. O_o' Eksperyment zakończony triumfem, kocioł zdjęty z indukcyjnego ognia.

      Oto jak mi się żyje, pomimo wątpliwości fruwających w eterze jak te trzmiele za uchem. - Spokojnie, dobrze, po prostu normalnie.
      Stali czytelnicy doskonale pamiętają jak było kiedyś i napiszę to słowami pisarza Musso, że kochałam swoje życie zamknięte w katedrze samotności i zabójczego indywidualizmu. Ale ja naprawdę cieszę się z tej zmiany monumentu architektonicznego na coś mniej pretensjonalnego, jak mały domek ciekawej egzystencji dzielenia jej w parze i... zabójczej indywidualności, bo tej nie zamierzam zmieniać na nic innego.
      Nie patrzę w słońce, bo nie lubię, cieszę się przepiękną, tutejszą zimą, obserwuję przyrodę i żyję. Przeczytałam kolejna wspaniałą książkę. Po prostu żyję. Swobodnie. I trzeba to się uczę jeszcze i to tyle.
      I wciąż kombinuję jakby tu zostać hodowcą Blobfish. Zakochałam się w tej rybie. Żywi się tym, co znajdzie po drodze i składa jaja, które następnie wysiaduje. Jest fascynująca...

10 komentarzy:

  1. Haha... sympatycznie i smacznie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Spodobało mi się to zdanie, że ma prawo być słodkie:D

    Wątpliwości nie są dobre. Jeśli ja mam jakiekolwiek wątpliwości to zawsze oznacza jedno-podążam w złym kierunku i prędzej czy później odbije mi się to czkawką.

    Dobrze, że osiągasz harmonię. Tak trzeba, do niej dążyć. Do świętego spokoju, na spokojnie. Nic się przecież nie dzieje od razu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Preferuję francuskie śniadania :) ;) :D

      Te wątpliwości, które mi fruwają za uchem, to człowieki, które wątpią w to, że może być po prostu O.K. Metaforycznie, trzmiele to ich słowa.

      Dążę na spokojnie, ponieważ ten kraj mi na to pozwala. Często w Polsce czułam nóż na gardle, Polska mnie dusiła - musisz, bo jak nie! Było tak z kilkoma sprawami. Oczywiście moje zdanie odnośnie Szwajcarii jest niemiarodajne, bo zdecydowanie za krótko tutaj żyję i mam za małe doświadczenie. Ale polskie doświadczenie jest już na tyle bogate, by powiedzieć, że rodzimy kraj nie traktował mnie dobrze. Czułam, że nie mam żadnych praw - tak, było aż tak źle.

      Usuń
  3. Cokolwiek to oznacza;) Dziwnie mi się skojarzyło:D

    Uważaj na ludzi, a szczególnie na tych, którzy nie potrafią z Tobą być kiedy Ci dobrze w życiu. Są tacy, którzy lubią nas tylko jak nam gorzej. To egoiści, którzy potrzebują po prostu czuć się przy kimś lepiej. Może sama nawet poddałam to w wątpienie w ostatnich komentarzach pisząc, że na zdjęciu nie wyglądasz na szczęśliwą. Wiem jednak, że nadmiar wrażeń, nowe miejsce, nowi ludzie to taka mieszanka wybuchowa, że najzwyczajniej można się poczuć zmęczoną czy zagubioną.

    Mam nadzieję, że wiesz, że życzę Ci szczęścia z całego serca. Każdy zasługuje na szczęście. Nawet Ty i ja;)

    Chyba wiem o czym piszesz. Duszę się tu od jakiegoś czasu, a właściwie od zawsze, ale ostatnio jakby dosłownie zaczyna brakować mi tchu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eee... no tak XD

      Wiem, że przy takich ludziach trzeba ostrożnie. Tym gorzej, jeżeli kiedyś się im ufało i traktowało jak rodzinę. To właśnie o tej relacji zdarzyło mi się posmęcić trochę na drugim blogu. Przykro, szkoda i tyle.

      Tak, czasem tu jestem zagubiona, czasem po prostu szlak mnie trafia, że najprostszej rzeczy nie potrafię sama zrobić. Np wytłumaczyć jaki chcę kupić bilet miesięczny. Banalne, prawda? Ale za słabo znam niemiecki. Tutejszy świat sprawia, że wstydzę się tego, chociaż nie powinnam, bo dopiero co się tu wprowadziłam i kurs dopiero rozpoczynam.

      Na szczęście zasługuje każdy kto ma w sercu choć trochę światła. Jeśli cień go zbytnio nie przysłoni, widzę nadzieję, ja nikogo nie skreślam i nikomu nie życzę źle. Ja tylko czasem lubię się pokłócić i głupio pospierać :P

      Mail doszedł? :)

      Usuń
  4. Wiem coś na ten temat. Całkiem niedawno wyciągnęłam do kogoś dłoń, chciałam dać więcej niż wszyscy inni, a teraz jestem rozczarowana. Świata się nie zbawi na siłę. Można zająć się jedynie sobą.

    Problem komunikacji na pewno jest wiodący, ale nie poddawaj się.

    Myślisz, że mam trochę światła?;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak, masz sporo światła, wydajesz mi się szczerą osobą, choć polegam tylko na tym, co sama o sobie piszesz, może zawsze kłamać i udawać miłą dziewczynę, a być w rzeczywistości grubym, łysym zboczeńcem :P

      MAIL DOSZEDŁ? :P

      Usuń
    2. Hm...kiedy jeszcze tu mieszkałaś nigdy do mnie nie dotarłaś. Tego się właśnie bałaś? Że jestem grubym, łysym zboczeńcem łasym na Twoje uroki?:D

      Doszedł, dziękuję:)

      Usuń
    3. Nie dotarłam, w wiele jeszcze miejsc nie docierałam, i obiecałam sobie, że dotrę. Bo mi się zamarzyło, żebyś mi pokazała najciekawsze kąty Krakowa ^__^

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.