poniedziałek, 16 lutego 2015

Australijski kudłaty łeb, kolejne perypetie kawożłopa, polska wódka i piwo z Belgii.

      Austria (Österreich) - wiki podaje, że: w IX wieku terytorium było wschodnią częścią imperium Franków, a także wschodnimi rubieżami osadnictwa niemieckiego na terenach Słowian. Za czasów Karola Wielkiego i w czasie wczesnego średniowiecza tereny te nazywano marchia orientalis (Marchia Wschodnia), co w lokalnym języku przyjęto jako właśnie ôstarrîhhi. Arab.: Nimsa. Cz.: Rakousko
      Kiedy przeżywam największe ekscytacje, jestem rozpłomieniona do tego stopnia, że puszczam w niepamięć nawet moje największe predylekcje, ale - nie na byle poczet! Mam skłonności do kompletnej szajby na widok konia. Zrazu idziemy się powąchać, zetknąć nosami, aż w końcu Peace and Love i wielka głowa ląduje na moim ramieniu, a ja ją zamykam w swych małych objęciach. Czysta frenezja. A to nie byle był koń, bo zimnokrwisty, z rodzaju tych, na których siedzi się jak na wersalce, a włosy na nogach to już trzeba czesać wielkim grzebieniem, bo samo zgrzebło to za mało.
      I z tego miejsca niezmiernie mi przykro, ale owa szajba sprawiła, że nie przywiozłam ani jednego zdjęcia. Może kiedyś się nadrobi.
      Napiłam się polskiej wódki od znajomego, który dostał ją od nas. Notabene, niedawno odkrył, że miał w niedalekiej rodzinie Polaka. Wzniósł toast po polsku i z zainteresowaniem wsłuchiwał się w opowieści o najbliższej memu sercu krainie tysiąca jezior - oczywiście posiadałam tłumacza, nie bierzcie mnie za taką zdolniachę. Jeszcze.  -_-
      Jego kompan znał temat, od razu skojarzył i powiedział poprawnie "Mazury!". Brawo, a więc poznaliśmy się na mapie. Może kiedyś wspólna rundka po Polsce? A może? A czemu nie? Intrygująca bardzo to myśl. No dobra, szczerze - jaram się na tę myśl.

      I wreszcie nabyłam drogą kupna dobrą kawę, a nawet dwie! Pierwsza to przypadek, w akcie desperacji, najtańsza w Szwajcarii, łagodna kawa w ziarenkach (dla mojej próżności kawożłopa), mówię Wam, nie ma jak świeżutko zmielona kawa o poranku. Toż to liryka aromatu!!



      Odbyliśmy małe duże zakupy w Austrii, gdzie znalazłam niemiecką firmę, którą kupowałam zawsze w Polsce. Tyle że dobrze znałam zieloną, zaś teraz musiałam podjąć nowe ryzyko i spróbować niebieskiej (odradzam granatową) i przyznaję: wyśmienita!


      Moje kubki smakowe szalały również przy wieczornym piwie. Belgia to ponoć prawdziwe piwne królestwo, poniższy produkt zyskał moją aprobatę. Poznałam kiedyś belgijską czekoladę, od której serio, ciężko się było oderwać. Najlepsza słodycz jaką jadłam wcale nie jest szwajcarska.
      A towarzyszył mi przy trunku, John Constatntine wraz z Legionem.


      Zakupy w Austrii były owocne ze względu na wielu importerów i tym samym dużą różnorodność produktów na półkach. W Szwajcarii kupić można wszystko, ale jest zdecydowanie mniejszy wybór, np piwa prawie tylko jasne, ciemnego ze świecą szukać, to samo z różnorodnością pieczyw i też głównie pszeniczne. Za to dużo lepszą mają tu chemię gospodarczą, nie ma żadnych problemów z dopieraniem rzeczy czy czyszczeniem czegokolwiek, detergenty pierwsza klasa.

1 komentarz:

  1. Świeżo mielona kawka!!!! Mmmmmmmmmmm... najlepsza :)

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.