niedziela, 18 stycznia 2015

Najstarsze miasto w Szwajcarii.

      Położone jest w Alpach Retyckich, w dolinie nad strumieniem Plessur u jego ujścia do Renu. Ma przebogatą historię. 30-tysięczna stolica Gryzonii (kanton Graubünden), a na jego obszarze ludzie mieszkają już od 5 tys. lat. Mało ciekawych zabytków oraz niezbyt wiele uroku.
CHUR
      W czasach antycznych była w tym miejscu rzymska twierdza Curia Raetorum. Od V wieku jest biskupstwo. Ale rozkwit przyniosło miastu średniowiecze oraz okres późniejszy pozostawiając wiele pamiątek przeszłości. Najstarszy, datowany na III w., jest grób św. Stefana, na terenie obecnej Szkoły Kantonalnej. Z VIII-XII w. pochodzi karolińsko-romański kościół i klasztor św. Luci, z kryptą merowińską.
      Daje do myślenia, że 3/4 starego miasta zajmuje klasztor i dwa kościoły. Ot i całe bogactwo dawnego Chur.
      Najwyżej wznoszącą się w mieście budowlą jest romańska katedra z XII-XIII w., ale z zachowanymi fragmentami z VI i IX w. Widać ją zewsząd. Świątynia ta, w obecnym kształcie, budowana była przez 120 lat. Także gotycki, ukończony w 1491 r., jest protestancki kościół św. Marcina. Kościół kościołem pogania...
      Średniowieczne wieże i bramy miejskie: Prochowa i Górna, Brama Zamkowa, a także barokowy, z XVIII w., pałac biskupi, częściowo służący obecnie jako więzienie. Wąskie uliczki, zaułki i placyki starego miasta, z wieloma kamienicami z XV-XVII w. Wszystko przerobione na sklepy i restauracje.
      Rozbawił mnie widok przejeżdżającego przez środek miasta pociągu. Kolej ciągnęła za sobą kilka długich wagonów osobowych.

      Tym razem nie zrobiłam żadnych zdjęć, może innym razem najdzie mnie takowa wena twórcza, jednak to sławetne miasto - z żalem to stwierdzam, bo kocham pozostałości średniowiecza - dupy nie urywa. A w klasztorze nowoczesność aż kipi i przetapia się całe piękno oryginalnej architektury w nieudany zlepek wieków. Z przerażeniem wspominam umieszczone na szerokość i długość całej ściany, najnowszej generacji organy z nowatorską zabudową jak i ławy z bardzo wydatnymi kolumnami stereo. Zastanawiające były rzeźby gryfów, pegazów i smoków...
      Odczuwałam niepokój będąc w świątyni. Cały sufit był bogato zdobiony malunkami przedstawiającymi męczeństwo. Na każdym sklepieniu widniał obraz - istny terror, znęcanie się, ból i udręka. Mnóstwo malowanych opowieści o krwawym składaniu ofiar. Krew i cierpienie przedstawione w odrażający sposób... Rzeźby i kolumny wyobrażające bestie, pełno złej energii, ciężko mi to lepiej wyrazić... Nie czułam się tam dobrze.
      I przyszło mi na myśl: oto jak wyglądało niegdyś panowanie w Chur - chrześcijaństwo wpajane przemocą, mieszkańcy, którzy mięli się stać bogobojni i poddani. Strachem przekonani do nowej wiary, odbywali obrządki ku chwale nowego dla nich - boga prześladowań. Odległe czasy pod tym względem były okropne. Wiara miłości i pokoju siała terror przez świętą inkwizycję i bezwzględnych kapłanów. Nie znam lepszego wytłumaczenia na to, co widziałam.

      Planuję w przyszłości jeszcze jedną wizytę w Chur, tak jak mówiłam, może jednak przywiozę dla Was zdjęcia, a to dlatego, że MUSZĘ odwiedzić Giger Bar! Jak nie interesuję się tak bardzo futurystyką, tak gdy ma ona swój smak, fascynuje. Cyberpunk. Alien, Obcy itp. W jakimś stopniu przyszłość, do której dążymy, intryguje mnie...

      A tak kilka dni temu wstawało słońce. Ptaki śmiesznie ustawiły się na drutach, jakby miały zamiar oglądać do widowisko.





2 komentarze:

  1. O rany Juleczek!!! Toż to jest prawdziwa życiowa przygoda i to w jak pięknych okolicznościach przyrody!!! Na razie pobieżnie przeleciałam posty, zachwycając się zdjęciami, ale jak tylko znajdę więcej czasu, wczytam się również w Twoje opowieści ze Szwajcarii!!!
    Powodzenia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam serdecznie i dziękuję :)

      Usuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.