Lucerna cz. 3 - Gletschergarten, Rezydencja Amrein-Trollerów i pałac Alhambra.

"Podróże to jedyna rzecz, na którą wydajemy pieniądze a stajemy się bogatsi."
- autor nieznany

Nie tylko przyroda pomogła w konstrukcji tego miejsca. W późniejszych latach, rodzina Amrein-Trollerów zbudowała tutaj przepiękną willę. Zastaliśmy same barokowe i renesansowe perełki. Przede wszystkim boazerie i elementy drewniane – bogato rzeźbione i doskonale zachowane.







Dopracowane w każdym szczególe plansze tematyczne. Kocham mapy i makiety. Z tej wielkiej miłości wydaje mi się, że byłabym w stanie zaplanować i wygrać niejedną wojnę. Wiem, nie jest to zaszczytna umiejętność... Ale obronię swoje miasto jeśli będzie trzeba! O_O
   Śniło mi się nawet, że brałam lekcje u jednego z najlepszych strategów, jakiego znała historia. Fotografowałam je bez opamiętania.





A to taka ciekawostka, wiadomo, że wena twórcza może chycić w każdej chwili i co tu wtedy zrobić jak ani biurka, ani krzesełka?
   Ano jest podpórka:


Ptaki rajskie. Przyznam, że całkiem ładnie wykonane, nie powstydziłabym się takiej ozdoby, gdybym posiadała podobną rezydencję. Chociaż wolałabym żywe na wolności za oknem.


„Alhambra” to wisienka na torcie, odtwarzająca nieskończoną ilością zwierciadlanych korytarzy, gdzie duplikują się najbardziej znane elementy znanego arabskiego pałacu.
   Fontanna Lwów i arabeskowe portale, dziedzińce z fontannami i ażurowe dekoracje, gigantyczny kalejdoskop, do którego wkłada się głowę, oraz palmy i ogrody.
   Po raz pierwszy muszę przyznać, że faktycznie byłam WSZĘDZIE! Wszędzie naraz XD






Na sam koniec... zażulowałam...


A czy wiecie, że szwajcarskie Alpy należą do ulubionych plenerów bollywoodzkich producentów?
   Zabieram Was w ostatnie miejsce w kapsule czasu. Tak wyglądała Szwajcaria zanim człowiek w ogóle pomyślał o budowie miast:


Wówczas było tu morze i panował tropikalny klimat. Niektórzy śmieją się, że to „szwajcarskie Karaiby”. Później zostały zniszczone przez lodowiec.


Gdy przechodziliśmy wąskim, ciemnym korytarzem, znaleźliśmy ukrytą w ścianie na wysokości pasa, taką oto skamieniałość:


A na sam koniec wędrówki rzekłam:
- Biorę dzidę i idę.


2 komentarze:

  1. tytuł jest tak chwytliwy, że nie mogłam się oprzeć ;) chociaż nie jestem wielkim fanem muzeów tam chyba będę musiała się wybrać, piękne wnętrza!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe miejsce!!!
    Ta olbrzymia makieta wygląda naprawdę imponująco!!!

    OdpowiedzUsuń

Notuj śmiało każdą swoją myśl. Liczę, że wpisy będą na temat, puste spamy kasuję.
Bądźmy kulturalni, o tym nigdy nie zapominajmy, wszak słowo obrazuje naturę człowieka.